piątek, 31 stycznia 2014

Ain't it fun?

Styczeń minął mi niespodziewanie szybko. Nie spoglądam jednak na kalendarz i staram się nie myśleć o tym, że moje ferie dobiegają końca. Niestety ruszamy naprzód i jakoś to będzie... Przez cały ten czas miałam co robić, a to sprawdza się u mnie lepiej niż bezcelowe egzystowanie. Czas odnaleźć w sobie nowe pokłady energii.

A więc... co ciekawego udało mi się zrobić podczas ferii? Nie powiem, że przeleżałam całe dwa tygodnie nic nie robiąc, bo to na szczęście byłoby kłamstwo. Ostatnio stałam się mistrzem w wydawaniu pieniędzy na świeczki, których teraz u mnie pełno czy książki, które przeczytam najwyżej za parę tygodni, bo regał staje się już coraz bardziej zapełniony, ale także na masę pierścionków, których dotychczas nie nosiłam (co się ze mną dzieje!?). W przeciągu ostatnich trzech dni wzbogaciłam się o Trzy metry nad niebem oraz Wielkiego Gatsby'ego.Aktualnie kończę już zagłębianie się w intrygi Gry o tron, którą pomimo ponad ośmiuset stron czyta się całkiem nieźle, a także równolegle dawkuję sobie serial w niewielkich ilościach, bo przecież chcę mieć jeszcze jakieś życie, prawda?

Ferie oprócz czytania, oglądania kolejnych i kolejnych seriali, a także spacerów czy innych spotkań wykorzystałam na jednodniowy wypad do Krakowa i odwiedzenie Izy (<- którą nawiasem mówiąc możecie stalkować tu), z którą spędziłam parę godzin, a także przekonałam się jak wiele wspólnego mogą mieć osoby o tym samym imieniu. Cóż, przynajmniej się pośmiałyśmy...

January - photo diary


Miłego weekendu!

środa, 22 stycznia 2014

Quiet laziness | stos 1/2014

Tak jak ja niektórzy z Was rozpoczęli w tym tygodniu ferie. Nazywanie tego szczęściem czy pechem to kwestia dyskusyjna, bo nie zmieni to faktu, że przed nami cały luty w szkole. Te dwa tygodnie pełne lenistwa, spotkań ze znajomymi, różnego typu wypadów, zarywania nocy i budzenia się w okolicach południa mijają naprawdę szybko. Zimowy klimat jednak chwilowo nam uciekł, a na zewnątrz szaro, zimno i deszczowo. Ja jednak za punkt honoru wzięłam sobie porobienie kilku zdjęć na początek tych ferii nawet pomimo niezbyt pięknej pogody (pozdrowienia dla R., która biegała za mną z parasolem). Dzisiaj mam już jednak jeden z tych leniwych dni, kiedy nie chce się za nic zabrać, więc chwała tym, którzy spędzają aktywnie swoje ferie. Ja nic specjalnego nie planuję, może jeszcze parę spacerów (oby tym razem po śniegu, a nie deszczu), może jakaś wycieczka do Krakowa, może parę kubków kawy więcej...
_________________________________________________________________________________________________

Poza wszelkimi formami marnowania czasu podczas ferii, przewiduję także kilka książek na długie wieczory i noce:


  • George R. R. Martin Gra o tron - o serialu słychać już od dłuższego czasu, więc najpierw zabieram się za książkę, a następnie nadrabiam serial; jestem w trakcie, czyta się bardzo przyjemnie, choć ściąga z drzewem genealogicznym rodów jest obowiążkowa.
  • Lauren Oliver Delirium - słyszałam co nieco, dorwana dobre kilka miesięcy temu na wyprzedaży; z tego co wiem, powieść o miłości, tej zakazanej i niebezpiecznej.
  • Carole Nelson Douglas Dobranoc, Panie Holmes - znaleziona całkiem przypadkiem, a skoro mamy taki Sherlockowy sezon, to i ja poczytam o Baker Street, ale także o Irene Adler.
  • Jodi Picoult Czarownice z Salem Falls - Picoult bardzo lubię, ale ta cieniutka książka jeszcze przede mną.
  • Katarzyna Berenika Miszczuk Druga szansa - kolejna powieść naszej młodej autorki, która tym razem zaszczyciła nas powieścią z domieszką horroru na tle szpitala psychiatrycznego i kolejny raz nie zawiodła.
  • Stephen King Christine - książki Stephena zawsze się bardzo dobrze czyta, tym razem poczytam o samochodzie widmo.
  • Hunter Davies The Beatles - autoryzowana biografia jednego z najsławniejszych zespołów wszech czasów, sukcesy i wpadki członków z pierwszej ręki.

piątek, 17 stycznia 2014

"Druga szansa" Katarzyna Berenika Miszczuk



Budzisz się w szpitalnym łóżku nie wiedząc jak się tam znalazłeś. Nie poznajesz własnego ciała, nie znasz swojego imienia, nie możesz przywołać żadnego ze wspomnień z przeszłości. Pamięć nie chce wrócić pomimo zapewnień uśmiechniętej terapeutki, która faszeruje cię różnego rodzaju kolorowymi tabletkami, po których budzisz się następnego dnia znów tracąc orientację we własnym umyśle. Twoje imię, zdjęcia, wycinki z gazet podsyłane ci przez twoją opiekunkę uparcie nie chcą odblokować żadnych wspomnień czy przebłysków. Kim jesteś i komu zaufasz, własnemu instynktowi czy obcym ludziom w białych kitlach? Czy los będzie na tyle hojny, by dać ci drugą szansę?

Julia budzi się w szpitalu psychiatrycznym o pięknej, motywującej nazwie – Druga szansa. Dziewczyna nie wie kim jest, nie pamięta swojej rodziny, swojego imienia czy miejsca zamieszkania. Niewielkie przebłyski, które poddaje jej pamięć, zostają natychmiastowo zniszczone i uznane za brednie przez terapeutkę, panią Zofię. Z czasem kiedy Julia poznaje innych pacjentów oraz przyjmuje coraz to nowsze leki, zaczynają ją nachodzić pewne wątpliwości dotyczące przedstawianej jej wersji wydarzeń. Tajemnicze głosy, zjawy, koszmary, a także sąsiadka, która co noc stawia szpital na równych nogach nie napawają ją otuchą. Wkrótce stanie z potworami twarzą w twarz…

Za mną już niejedna przygoda z książkami Katarzyny Miszczuk, a ta po raz kolejny była udana. Przeszłam już przez Wilka, którego autorka napisała w wieku piętnastu lat, a nie każdy z nas może się pochwalić takim osiągnięciem (biję więc pokłony za talent pisarski i stworzenie barwnej historii w tak młodym wieku), następnie była Wilczyca, czyli kontynuacja wspomnianej powieści, aż w końcu ukazała się nam seria o Wiktorii Biankowskiej, którą rozpoczynała Ja, diablica. Od tej właśnie serii Miszczuk rozpoczęła coroczne wydawanie książek, a na rok 2013 przypadła Druga szansa, która fabułą niemało odbiega od poprzednich książek. Tym razem autorka zaserwowała nam powieść z lekką domieszką horroru.

Akcja rozgrywa się w murach szpitala psychiatrycznego, a jak wiemy wszyscy, jest to miejsce idealne do tego typu wydarzeń. Dodając do tego głosy, które słyszy bohaterka, ptaki, które nieustannie chcą dostać się do pokoju Julii, a także bezlitosne krzyki szaleństwa sąsiadki zza ściany, klimat powieści zaczyna zarysowywać się nam sam. Wiele niedopowiedzeń i wydarzenia z punktu widzenia dziewczyny pod wpływem leków nie pozwalają nam dotrzeć do prawdy i odróżnienia jawy od snu. Całość jest pełna pytań, niespodziewanych zwrotów akcji, mylnych stwierdzeń i oczywistych kłamstw, które poddają bohaterkę wątpliwościom jej stanu psychicznego. Tak więc, kto tu jest naprawdę wariatem?

Bohaterowie byli dokładnie tacy, jakich spodziewałam się po autorce. Miszczuk wprowadziła pewien typ głównej bohaterki, która zagubiona w sytuacji, w której się znalazła, próbuje sama dojść do prawdy, nawet jeśli droga do tego będzie bardzo trudna. Może banał, ale mnie się jeszcze nie znudziło. Julia jest ciekawą postacią i dość odważną, choć czasem bolało mnie to, że zdawała się być zbyt łatwowierna. Adam natomiast, drugi bohater, którego możemy uznać za pierwszoplanowego jest typem niegrzecznego faceta, który buntuje się przeciw jakimkolwiek zasadom na niego nałożonym i dąży do wolności poza murami szpitala. Postacie drugoplanowe, choć nie wiemy o nich wiele, również są ciekawymi typami osobowości. Zofia, terapeutka głównej bohaterki reprezentuje tu kłamstwo, niesłowność i apodyktyczność. Naginając rzeczywistość na własny użytek trzyma w garści cały szpital, którego pacjenci stają się ofiarą niesprawiedliwości.

Druga szansa była dla mnie książką na dwa popołudnia, które z pewnością przyjemne wciąż nie pozwalają zapomnieć o naszej polskiej autorce, którą jest Katarzyna Berenika Miszczuk. Wierzę, że jeszcze nie raz o niej usłyszymy, a wszystkim, którzy szukają lekkiej
i przystępnej lekturki polecam historię doprawioną horrorem, dramatem i romansem. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.

Ocena: 9/10