czwartek, 26 lutego 2015

"Z Archiwum X. Wyznawcy" Joe Harris, Chris Carter

10 września 1993 roku został wyemitowany pierwszy odcinek serialu Z Archiwum X. Najważniejszym jego punktem było pierwsze spotkanie agentki Dany Scully, świeżo przydzielonej do Archiwum X, oraz agenta Foxa Muldera, faceta wierzącego w zjawiska paranormalne, który dla FBI jest przekleństwem. Agentka Scully za zadanie z góry ma utrudnianie pracy kolegi i zdemaskowanie pracy fanatyka, która żadnych efektów nie przynosi. Scully i Mulder zajmują się szeregiem tajemniczych śmierci, które jak sądzi Mulder, wiążą się z uprowadzeniem przez pozaziemskie istoty. Cóż, ja go pamiętać nie mogę. Ledwo stawiałam pierwsze kroki, kiedy kilka lat później moi rodzice spędzali godziny przed ekranem telewizora z nowymi odcinkami, które zapowiadała przerażająca mnie wówczas czołówka. Naście lat później sama odkopałam stare płyty i urządziłam sobie seans z kosmitami. Z miejsca pokochałam sceptyczną Scully i wiecznie ironizującego Muldera w komicznie długim płaszczu. Z uwielbieniem rozkoszuję się teraz dźwiękami motywu, a po latach sięgam po kontynuację tego, kultowego już serialu. I przypominam sobie, że koniecznie muszę powtórzyć dziesięć sezonów kosmicznych opowieści. 

Gillian Anderson i David Duchovny wracają dziś do mnie na kartach powieści, a wyjątkowej, bo w formie komiksu. Po latach pracy w Archiwum X, czyli tajnej komórce FBI, Dana Scully i Fox Mulder rozpoczynają nowe, anonimowe i co ważne, mało ekscytujące życie pod przybranym nazwiskiem – Blake. Idyllę burzy nieznany wróg, który chcąc zaszkodzić były agentom, wykrada poufne dane z akt archiwum. Powracają dobrze znane postaci takie jak Skinner, Palacz, Dogget czy Frohike. Scully zostaje porwana, Skinner zaatakowany, a Mulder sam nie może czuć się bezpiecznie. Do akcji wkraczają tajemniczy akolici, z którymi kontakt wydaje się mieć nie kto inny, tylko Smoking Man. Akolici to natomiast hybrydowa rasa, która cieszy się umiejętnością wnikania do ludzkich umysłów i z chęcią to wykorzystuje na swój niecny sposób. Z niewiadomych przyczyn interesują się oni synem agentki Scully, którego ta lata temu oddała do adopcji. Przeszłość wraca, a Dana i Mulder muszą stawić czoła jej i nowemu wrogowi. 

Z Archiwum X. Wyznawcy to godna kontynuacja, ale historia sama w sobie jest dość krótka. To ledwie godzina z przygodami Muldera i Scully okraszona świetnymi ilustracjami Michaela Walsha, które przyznam, były świetną alternatywą dla serialu. Fabułą zajęli się natomiast Joe Harris i Chris Carter, czyli oczywiście twórcy klasyku popkultury. Dodatkowo Wydawnictwo SQN dorzuca muderowski plakat, którym nie pogardzi każdy fan serialu. Komiks idealnie oddaje klimat zachwycającego serialu, który przez lata zgłębiał mity i plotki o atakach kosmitów czy innej ich działalności. Sukcesem towarzyszącej niezrównanej fabule są bohaterowie. Ich dialogi były zwykle ociekające ironią, a przekomarzanie się dwójki partnerów przekomiczne. Sceptyczna Scully (Dana Scully: „Mógłbyś mu pokazać latającego cheesburgera, a on by cię zapewniał, że coś takiego widział.” – s01e02) i ironiczny Mulder (Fox Mulder: „Jak ośmioletni chłopiec może zagrażać bezpieczeństwu narodowemu? A mówią, że to ja jestem paranoikiem.” – s01e04) chcąc nie chcąc, stali się bezapelacyjnym klasykiem. 

Fascynacja Z Archiwum X powróciła do mnie ze zdwojoną siłą po lekturze Wyznawów. Wierząc czy nie wierząc w takie oto zjawiska, przygody Scully i Muldera zawsze będą ekscytującą rozrywką, a sam serial wciąż nie traci fanów, dzięki powyższemu komiksowi może ich nawet jeszcze zyskać. Choć komiksowi bohaterowie nie są tak wyraziści jak to zapamiętałam, to czekam niecierpliwie na kolejny tom powieści, bo jest on nie lada okazją dla dawnych widów do powrotu do uwielbianych postaci. 

Ocena: 8/10

I WANT TO BELIEVE


ZAPRASZAM NA KONKURS -> KLIK

niedziela, 22 lutego 2015

"Sabriel" Garth Nix

„- Astarael od smutku i żałoby – szepnęła Sabriel. Był dzwonkiem ostatecznym, tym, co wypędza. Jeśli właściwie się nim dzwoniło, gnał każdego słuchacza w odległe rejony Śmierci. Każdego, w tym i dzwoniącego.”

Sabriel jest córką Abhorsena. Jedyną, co więcej, potomkinią nekromanty, który zaraz po jej narodzinach zmuszony był przywracać ją do życia. Sabriel dorasta jednak bez ojca, który pozostawia dziewczynę w Wywerley College, gdzie ta może bezpiecznie kształcić się na maga. Abhorsen odwiedza córkę regularnie, więc gdy nie pojawia się na umówionym spotkaniu, są powody do obaw. Zamiast ojca, osiemnastolatka spotyka istotę, która przekazuje jej atrybuty nekromanty. Sabriel zdeterminowana by odnaleźć ojca, porzuca szkołę i wyrusza w drogę. Czy będzie gotowa stawić czoło nieznanemu dotąd światu? Wyprawa Sabriel to próba, której może nie podołać. 

Świat wykreowany przez Gartha Nixa to taki, który możemy bez wahania podciągnąć pod wiele powieści. Pojawia się tu Mur, który dzieli je na Stare Królestwo i Ancelstierre, są strażnicy, rody i magowie. Widząc mapkę z tymi właśnie szczegółami na początkowych stronach, westchnęłam nie tyle co ze znużenia, co z obawy przed historią do złudzenia podobną do innych serii fantasy. Tolkien i Martin wiodą prym w literaturze fantastycznej i jakkolwiek mocno chcielibyśmy im dorównać tworząc świat złożony z elementów z odzysku, nie ma szans. Zaczynając nieco krytycznie, nie mam zamiaru twierdzić, że powieść Nixa to absolutnie nużąca czy beznadziejna literatura, co możliwe, że mogłyby nasuwać na myśl moje słowa. Wbrew pozorom bardzo podobały mi się przygody Sabriel. Co jednak nie zmienia faktu, że Nix i wielu jego towarzyszy, pozostanie dla mnie w cieniu Georga R. R. Martina, który na dobre lata zasiadł na tronie mistrza w tej dziedzinie. 

Sabriel jest osiemnastoletnią dziewczyną, co często oznacza w literaturze około młodzieżowej to, że jest głupia, nierozważna, rozchwiana emocjonalnie i uwikłana w trójkąt miłosny. Chwała niech będzie Garthowi Nixowi, że nie poszedł tą drogą. Sabriel oprócz tego, że ma te naście lat na karku i różne myśli błąkają się po jej głowie, potrafi się skupić na wytyczonym zadaniu, jest odważna, myśląca i odpowiedzialna, a zarazem potrafi na chłodno spojrzeć na świat, co w moich oczach jedynie plusuje. Można by rzec, że Nix napisał ją po męsku, co jednak nie oddałoby całości obrazu Sabriel, która chcąc nie chcąc, zauważa pewne rzeczy. Dziewczyna jest jednak twarda, potrafi dobrze zanalizować sytuację i zadziałać szybko, co bardzo mi się u niej spodobało. Jest bardzo charyzmatyczna i machinalnie przejmuje rolę dowódczyni w swojej grupie. Grupa ta, choć niewielka, składa się z humorzastego kota, który pełni stanowisko doradcy Abhorsena, którym stała się Sabriel, i Touchstone’a, chłopaka, który dzięki osiemnastolatce znów chodzi wśród żywych po dwustu latach spoczynku. Sabriel po mistrzowsku posługuje się znakami kodeksu, nie raz ratując cztery litery swoim przyjaciołom. 

Oprócz ciekawej protagonistki i akcji, która w moich oczach pędziła bez opamiętania bez zbędnych przestojów, na uznanie zasługuje mały romans, którym uraczył mnie Nix. Nic z tych absolutnie przesłodzonych miłostek o dylematach godnych kioskowego wydania harlequina, a luźny wątek, który zaplątał się między wierszami i fantastycznie ubarwia całość. Cieszy mnie, że australijski pisarz nie pozbawił swoich bohaterów jakichkolwiek uczuć pomiędzy nimi i rozmyślam już jak pociągnie go w następnych tomach. Należy także pamiętać, że pierwsze wydanie Sabriel pojawiło się w księgarniach dwadzieścia lat temu, więc dla mnie, jak i dla każdego dzisiejszego czytelnika, błyśnie gdzieś to, że na tyle skończona powieść ukazała się na tyle dawno temu, że nie pamięta historii (lub była ich rówieśnikiem), które są dla nas pewnymi seniorami, protoplastami poszczególnych wątków. 

Sabriel dostarczyła mi ogromu wrażeń i sprawiła, że z niecierpliwością wyczekuję kolejnych tomów. Polubiłam świat Nixa, moją rówieśniczkę – Sabriel, tajemnice magii nekromantów, a także pobocznych bohaterów, których choć jest niewiele, gdzieś na kartach powieści dobitnie zaznaczyli swoją obecność. Świat Nixa jest barwny, różnorodny, ale nie na tyle skomplikowany, co Westeros, więc bez obaw. Sabriel to przyjemna, niezobowiązująca powieść fantasy, której warto było dać szansę. 

Ocena: 7/10

"Czy to idący wybiera drogę, czy droga idącego?"

ZAPRASZAM NA KONKURS -> KLIK

piątek, 20 lutego 2015

Konkurs "Z Archiwum X. Wyznawcy"

Nadeszła wiekopomna chwila. Oto, kochani Czytelnicy, pierwszy w historii tego bloga konkurs. A nawet konkurs z przymrużeniem oka, bo niczym specjalnym wykazać się nie musicie oprócz chęci wygrania poniższej powieści graficznej. Konkurs trwa od dziś do 13 marca, czyli kolejnego piątku trzynastego, który dla jednego z Was będzie szczęśliwy. Nagrodą jest powieść graficzna Z Archiwum X. Wyznawcy wraz z dołączonym do niej plakatem, o której wierzę, że wszyscy kiedyś słyszeli. Serial towarzyszył mi już jakiś czas temu, ale o tym przeczytać będziecie mogli na dniach, kiedy to pojawi się recenzja Wyznawców. Do poczytania więcej tu, a tymczasem rozpoczynamy! Zapraszam!









1. Organizatorem i sponsorem nagrody jestem ja, tj. autorka bloga Ja subiektywnie.
2. Konkurs trwa od 20.02.2015 do 13.03.2015.
3. Zwycięzca zostanie poinformowany drogą mailową i będzie miał 5 dni na podanie adresu do przesyłki. W przypadku, gdy dana osoba się nie zgłosi, zwycięzca zostanie wylosowany ponownie.
4. Nagrodę wysyłam tylko na adres znajdujący się na terenie Polski.
5. Nagroda nie podlega wymianie.
6. Aby wziąć udział w konkursie należy pod tym postem wyrazić chęć udziału, napisać swoje imię/nick oraz podać adres e-mail lub wysłać zgłoszenie na mój adres e-mail: lizabelliie@gmail.com. W konkursie mogą wziąć udział nie tylko osoby posiadające konto Google, komentarze anonimowe także będą brane pod uwagę, jeśli zawierać będą zgłoszenie i adres e-mail.
7. Byłabym wdzięczna za dodanie na swoich blogach baneru podlinkowanego do tego posta.
8. Będzie mi bardzo miło, gdy polubicie fanpage - tutaj
9. Do konkursu można zgłosić się tylko jeden raz, a każda osoba ma jeden głos i równe szanse w losowaniu.

Powodzenia! 


Konkurs zakończony! Dziękuję wszystkim za udział, Z Archiwum X. Wyznawcy wędruje do

Zuzy Lebelt