piątek, 4 lipca 2014

"Wilk z Wall Street" Jordan Belfort



Wszyscy wiemy co to Wall Street. Drogie garnitury, Rolexy błyszczące w świetle słońca, maklerzy zarabiający niewyobrażalne pieniądze na miliardowych transakcjach dzień w dzień. Jest to także miejsce zepsucia i degeneracji. Narkotyki, prostytutki i przygodny seks są tu na porządku dziennym. Ale kto by się tym przejmował mając codziennie na swoich kontach ogrom pieniędzy tak łatwo przecież zarobionych?

Wilkiem z Wall Street zwie się Jordan Belfort, który w dość typowy amerykański sposób od pucybuta stał się miliarderem. Jordan jest właścicielem ekskluzywnej willi, stajni dla koni, helikoptera, jachtu i rzeczy, o których byś nawet nie śnił. Ponadto ma dwójkę dzieci i piękną, długonogą żonę. O czym więcej mógłby marzyć? Belfort śmiało opisuje swoją historię i zdecydowanie nie przebiera w słowach ukazując prawdziwą twarz nowojorskiej giełdy. Ta oczywiście jest miejscem, gdzie można się porządnie wzbogacić i zapewnić sobie oraz potomnym spokojną przyszłość… jakim jednak kosztem?

Jordan Belfort ma około trzydziestu lat i spróbował w życiu niemal wszystkiego. Dlaczego? Bo go na to stać. Przedstawia siebie jako porządnego, godnego zaufania brokera. Jest jednak uzależnionym od narkotyków i seksu facetem, któremu wolno wszystko, bo ma pieniądze. Ilość zer na koncie niesie za sobą pewne konsekwencje, nasz bohater jest pozbawiony moralności i jakiejkolwiek wrażliwości. Niejednokrotnie łamie prawo (także moralne) odpychając od siebie rodzinę i bliskich. W końcu niestety niszczy wszystko na czym kiedykolwiek mu zależało.

Belfort serwuje nam pięćset stron codziennego życia bogatych i niemoralnych. Coraz to nowe wybryki naszego tytułowego Wilka zaskakują, dowiadujemy się jak rzucać karłem do celu, które narkotyki zażyć, żeby czuć odpowiedni odlot i jak sterować helikopterem, by się nie zabić po wzięciu cytrynek, ulubionych narkotyków brokerów. Jest tego dużo więcej, choć według mnie nagromadzenie kolejnych i kolejnych szokujących sytuacji sprawia, że już tak bardzo nas one nie wciskają w fotel. Czytanie o coraz to nowych lekkomyślnych i gorszących zachowaniach Jordana nieco mnie przerosło po pierwszych trzystu stronach. Wytrwale czytałam jednak dalej i jak się okazało, było warto.

Wilk z Wall Street to wulgarna opowieść o wzlotach i upadkach amerykańskiego brokera. Jest to prawdziwa historia, która w tej formie ukazana została satyrycznie, momentami nawet była przerysowana, choć to akurat działało na jej korzyść. Książka ta to monolog paranoicznego geniusza, który na swój sposób przestrzega przed takim trybem życia, który prowadził. Przestrzega przed życiem przez duże Ż.  Życiem w tych najwyższych sferach, gdzie w Twoim garażu stoi pięć samochodów, a Ty leżąc w jedwabnej pościeli jesteś budzony przez pokojówkę, która uprzejmie prosi Cię na już podane śniadanie. Brzmi jednak cudownie, prawda? Choć w tym co wydaje się nieskazitelnie idealne zazwyczaj jest jakiś haczyk. Za ogromnymi drzwiami potężnej willi Jordana kryje się wiele brudów, które długo nie pozwalają o sobie zapomnieć.

Nie dajmy się zmanipulować i nie dążmy do sławy czy pieniędzy. Nie pozwólmy się pokonać przez ciąg narkotykowy i codzienny stres. Trzeba znać umiar. Jordan Belfort go nie znał. Dajmy mu jednak pokazać nam do czego prowadzi takie życie. Wilk z Wall Street to dobra książka dla każdego kto potrafi podejść do niej z dystansem. Jest skandaliczna i ironiczna, czyta się ją łatwo, choć po jej zakończeniu historia głównego bohatera niemało przytłacza. Perfekcyjnie nieperfekcyjne połączenie pieniędzy i charyzmatycznego człowieka, który pociąga za sobą tłumy.

Ocena: 6/10 

"Ilekroć upadłem, zawsze ktoś mnie podnosił. Ilekroć przyłapano mnie na jeździe po pijanemu, zawsze znalazł się przekupny sędzia albo policjant, który przymykał na to oko. A ilekroć straciwszy przytomność przy kolacyjnym stole, topiłem się z twarzą w zupie, zawsze była przy mnie żona, a jeśli nie ona to jakaś życzliwa prostytutka, która ratowała mnie stosując oddychanie usta-usta."