Wszyscy
wiemy co to Wall Street. Drogie garnitury, Rolexy błyszczące w świetle słońca,
maklerzy zarabiający niewyobrażalne pieniądze na miliardowych transakcjach
dzień w dzień. Jest to także miejsce zepsucia i degeneracji. Narkotyki,
prostytutki i przygodny seks są tu na porządku dziennym. Ale kto by się tym
przejmował mając codziennie na swoich kontach ogrom pieniędzy tak łatwo
przecież zarobionych?
Wilkiem
z Wall Street zwie się Jordan Belfort, który w dość typowy amerykański sposób
od pucybuta stał się miliarderem. Jordan jest właścicielem ekskluzywnej willi,
stajni dla koni, helikoptera, jachtu i rzeczy, o których byś nawet nie śnił.
Ponadto ma dwójkę dzieci i piękną, długonogą żonę. O czym więcej mógłby marzyć?
Belfort śmiało opisuje swoją historię i zdecydowanie nie przebiera w słowach
ukazując prawdziwą twarz nowojorskiej giełdy. Ta oczywiście jest miejscem,
gdzie można się porządnie wzbogacić i zapewnić sobie oraz potomnym spokojną
przyszłość… jakim jednak kosztem?
Jordan
Belfort ma około trzydziestu lat i spróbował w życiu niemal wszystkiego. Dlaczego?
Bo go na to stać. Przedstawia siebie jako porządnego, godnego zaufania brokera.
Jest jednak uzależnionym od narkotyków i seksu facetem, któremu wolno wszystko,
bo ma pieniądze. Ilość zer na koncie niesie za sobą pewne konsekwencje, nasz
bohater jest pozbawiony moralności i jakiejkolwiek wrażliwości. Niejednokrotnie
łamie prawo (także moralne) odpychając od siebie rodzinę i bliskich. W końcu
niestety niszczy wszystko na czym kiedykolwiek mu zależało.
Belfort
serwuje nam pięćset stron codziennego życia bogatych i niemoralnych. Coraz to
nowe wybryki naszego tytułowego Wilka zaskakują, dowiadujemy się jak rzucać
karłem do celu, które narkotyki zażyć, żeby czuć odpowiedni odlot i jak
sterować helikopterem, by się nie zabić po wzięciu cytrynek, ulubionych narkotyków
brokerów. Jest tego dużo więcej, choć według mnie nagromadzenie kolejnych i
kolejnych szokujących sytuacji sprawia, że już tak bardzo nas one nie wciskają
w fotel. Czytanie o coraz to nowych lekkomyślnych i gorszących zachowaniach
Jordana nieco mnie przerosło po pierwszych trzystu stronach. Wytrwale czytałam
jednak dalej i jak się okazało, było warto.
Wilk
z Wall Street to wulgarna opowieść o wzlotach i upadkach amerykańskiego
brokera. Jest to prawdziwa historia, która w tej formie ukazana została satyrycznie,
momentami nawet była przerysowana, choć to akurat działało na jej korzyść.
Książka ta to monolog paranoicznego geniusza, który na swój sposób przestrzega
przed takim trybem życia, który prowadził. Przestrzega przed życiem przez duże Ż.
Życiem w tych najwyższych sferach, gdzie
w Twoim garażu stoi pięć samochodów, a Ty leżąc w jedwabnej pościeli jesteś
budzony przez pokojówkę, która uprzejmie prosi Cię na już podane śniadanie. Brzmi jednak cudownie, prawda? Choć w tym co
wydaje się nieskazitelnie idealne zazwyczaj jest jakiś haczyk. Za ogromnymi
drzwiami potężnej willi Jordana kryje się wiele brudów, które długo nie
pozwalają o sobie zapomnieć.
Nie
dajmy się zmanipulować i nie dążmy do sławy czy pieniędzy. Nie pozwólmy się pokonać
przez ciąg narkotykowy i codzienny stres. Trzeba znać umiar. Jordan Belfort go
nie znał. Dajmy mu jednak pokazać nam do czego prowadzi takie życie. Wilk z
Wall Street to dobra książka dla każdego kto potrafi podejść do niej z
dystansem. Jest skandaliczna i ironiczna, czyta się ją łatwo, choć po jej
zakończeniu historia głównego bohatera niemało przytłacza. Perfekcyjnie
nieperfekcyjne połączenie pieniędzy i charyzmatycznego człowieka, który pociąga
za sobą tłumy.
Ocena: 6/10
"Ilekroć upadłem, zawsze ktoś mnie podnosił.
Ilekroć przyłapano mnie na jeździe po pijanemu, zawsze znalazł się
przekupny sędzia albo policjant, który przymykał na to oko. A ilekroć
straciwszy przytomność przy kolacyjnym stole, topiłem się z twarzą w
zupie, zawsze była przy mnie żona, a jeśli nie ona to jakaś życzliwa
prostytutka, która ratowała mnie stosując oddychanie usta-usta."