środa, 9 lipca 2014

"Eleanor & Park" Rainbow Rowell

Eleanor & Park porządnie poruszyła zagraniczną blogosferę i jako książka z gatunku Young Adult wzbudzała ochy i achy w różnych sferach internetu. Nie mogłam więc tego zignorować. Niektórzy wylewali nad nią wodospady łez, niektórzy byli tylko wzruszeni. Mnie do płaczu nie doprowadziła, ale sprawiła, że usłyszałam w mej głowie przeciągłe awwww... podczas jednej z uroczych scen, które niejednokrotnie się tu pojawiały.

Do rzeczy. Przenosimy się do roku 1988. Tam poznajemy chłopaka i dziewczynę, którzy żyją w przekonaniu, że nigdzie nie pasują. Eleanor i Park poznają się w autobusie, gdzie chcąc nie chcąc siedzą obok siebie. Dla dziewczyny to pierwszy dzień w nowej szkole, gdzie z powodu jej sylwetki, która nie jest sylwetką cheerleaderki o rozmiarze 36, słyszy wiele niemiłych słów. Rodzinie Eleanor daleko do perfekcji, szczególnie ojczymowi, który terroryzuje jej bliskich, co oczywiście odbija się na dziewczynie. Ta robiąc wszystko by być niewidzialną, z wściekle rudymi włosami i niedopasowanymi ubraniami wyróżnia się jak tylko może. Z kolei Park jest w połowie Koreańczykiem, który będąc typowym outsiderem siedzi na samym tyle szkolnego autobusu, z słuchawkami na uszach i komiksem w dłoni. Zaczynając od jazdy w krępującej ciszy, kończą czytając jeden komiks i trzymając się za ręce. Tak rozpoczyna się opowieść o słodkiej, wzruszającej pierwszej miłości.

Ucieszył mnie fakt, że zostały tu nieco przełamane stereotypy tego typu powieści. Główna bohaterka tym razem nie jest niska, szczupła i o pięknie kasztanowych włosach, a należy do grubszych dziewcząt, nie czuje się dobrze w swoim ciele i ma parę problemów, które nękają ją na co dzień. Ma duńskie korzenie, które nadały jej włosom koloru, za którym wraz z ich kształtem, nie przepada. Eleanor zwykle nosi męskie ubrania i rozwleczone swetry, z powodu czego również robione są jej wyrzuty. Nie jest skończoną pięknością i nie bije rekordów popularności w szkole, dlatego też staje się popychadłem dla innych dziewczyn.

Jej problemy nie kończą się na szkole. Eleanor wracając do domu może spodziewać się jedynie pijanego ojczyma, czwórki rodzeństwa, które tak jak ona nie jedzą odpowiednio i zdenerwowanej matki, która przez swojego męża żyje w ciągłym strachu. Na domiar złego dziewczyna nie ma nawet szczoteczki do zębów, drzwi w łazience i czystych ubrań na zmianę. Z drugiej strony Park ma całkiem niezłe życie. Nie ma najlepszego kontaktu z ojcem, ale wychowywał się w kochającej się rodzinie, jego rodzice wciąż o niego dbają i zapewniają wszystko, co potrzebne. Te kontrasty perfekcyjnie pokazują różnice pomiędzy codziennością tej dwójki, jak każde z nich odbiera i interpretuje te same sytuacje.

Ta książka była… dobra. Nie tak dobra jak się tego spodziewałam, ale czytało mi się ją szybko i przyjemnie. Po pierwsze – romans. Powiedziałabym, że był to wątek po prostu słodki i uroczy, ale to chyba wszystko. Nie była to raczej ta prawdziwa i głęboka miłość, gdzie obie strony są równie zaangażowane. Elanor i Park nie tyle co siebie pożądali, a potrzebowali siebie nawzajem w tym właśnie konkretnym momencie ich życia. To taka licealna miłość, która sprawia, że nie możecie oderwać oczu od obiektu swoich uczuć, ale nie łamie ona serca na maleńkie kawałki, a należy do krótkich, naiwnych i intensywnych. To takie uczucie, o którym myślimy, że będzie trwać wiecznie, ale kiedy dorastamy i spoglądamy w przeszłość, jawi nam się jako miła przygoda, która po dziś dzień wywołuje uśmiech na twarzy.

Eleanor & Park to opowieść o szybkim zauroczeniu. Eleanor i Park siadają obok siebie, wymieniają spojrzenia, czytają razem komiksy, aż w końcu zaczynają rozmawiać i są po raz pierwszy tak zaintrygowani drugą osobą. Akcja toczy się powoli, bohaterowie dzielą wiele cichych momentów, niespiesznie starają się siebie poznać. Nie ma tu fajerwerków, nie przewracamy strony drżąc ze zniecierpliwienia. Rowell nie stworzyła typowej akcji, kolejności wydarzeń czy też wyraźnie przedstawionego problemu. Eleanor ma kiepską sytuację w rodzinie i pomimo wszystkich niemiłych tego aspektów, nie ma tu konkretnego kłopotu, z którym powinna się zmierzyć. Pojawia się dopiero pod koniec, taka mała przygoda, która rozwiązuje wszystko. Eleanor jednak uparcie przed nią ucieka.

Eleanor nie należy do miłych osób. Często złości się bez powodu, jest czasem apodyktyczna i przesadnie samokrytyczna. Park z kolei jest cichy i delikatny, jest tak uroczą i wielkoduszną osobą, że odnosiłam wrażenie, że osobowość dziewczyny niekiedy go przytłaczała. Ta, jak już wspomniałam, miała przykrą tendencję do uciekania od problematycznych sytuacji, niżeli stawiania im czoła.

Trudno jest mi jednoznacznie ocenić Eleanor & Park. Rowell wywołała u mnie i śmiech, i smutek. Historia była realistyczna i pomimo tych wielu, wielu uroczych momentów nie była przesłodzona. I chociaż jestem do reszty zgorzkniała, to od czasu do czasu lubię karmić moje zlodowaciałe serce takimi opowieściami. To jest to. Krótka, niezobowiązująca lektura, która sprawia, że gdzieś tam w środku robi się nam przyjemnie przyjemnie ciepło i wydobywa z nas emocje, które wszyscy mamy, choć na co dzień ich nie okazujemy.

Ocena: 7/10

"Eleanor was right. She never looked nice. She looked like art, and art wasn't supposed to look nice; it was supposed to make you feel something."