środa, 10 czerwca 2015

"Pod kopułą" Stephen King

Pojawia się kopuła. Zabija stojącą przy gospodzie krowę przedzielając ją na pół z chirurgiczną niemal precyzją; staje się przeszkodą na lecących ptaków, które łamią sobie kark przy bliskim spotkaniu z barierą; poważnie rani kobietę pracującą w ogródku, który to staje na linii ognia klosza; przebija się przez domy, chaty, zapewne i drzewa oraz powoduje mnóstwo wypadków, nie tylko tych samochodowych, ale i lotniczych. Angie McAlister przywołuje w rozmowie z Barbiem pozornie nic nieznaczącą historię. Otóż Angie miała kiedyś akwarium ze złotymi rybkami. Niektóre z rybek nie przetrwały, zmarły. Inne zaczęły zjadać siebie nawzajem. Wkrótce różowe gwiazdy zaczną spadać jedna po drugiej… 

Chester’s Mill w stanie Maine. Prowincjonalne miasteczko, niewielka społeczność, gdzie każdy zna każdego, plotki rozchodzą się na bieżąco, sąsiedzi wiedząc co robisz, a z kelnerką w lokalnej restauracji jesteście po imieniu, znacie się przecież od dziecka. Życie miasta to jedyna niezależna stacja radiowa, gazeta opisująca życie społeczności oraz kościół, miejsce spotkań i zebrań. Pewnego dnia w samym środku tygodnia pojawia się kopuła dopasowana idealnie do granic miasta. Chester’s Mill zostaje całkowicie odcięte od świata, bariera ta nie dość, że jest dźwiękoszczelna, to jeszcze zdaje się być niezniszczalna. W momencie pojawienia się klosza nie wszyscy mieszkańcy siedzieli cicho we własnych czterech kątach. To był dzień, a Chester’s Mill bogatsze było o kilku przejezdnych, niektórzy miejscowi zaś ubożsi o bliskich, którzy w ten akurat dzień wyjechali gdzie indziej. Społeczność nie stworzy sprawnie funkcjonującego systemu na czas tej anomalii, o nie, kopuła zacznie przypominać akwarium ze złotymi rybkami. 

Pod kopułą to historia ludzi, którzy w obliczu zagrożenia dzielą się na kilka grup. Poddają się, gotowi są zapanować nad sytuacją lub wykorzystują ją do osiągnięcia własnych celów, wcześniej nieosiągalnych. Zapasy jedzenia i propanu koniecznego, by utrzymać pracę generatorów, kurczą się w mgnieniu oka, sąsiedzi tak niegdyś pomocni, dziś nie otwierają drzwi, a autorytety pędzą niby w wyścigu szczurów, by zlikwidować obciążające ich dokumenty i zdobyć konieczną pozycję. Mierząc się z nieznanym, z całkowitym odcięciem oraz, co jest tu naprawdę ważne, ze strachem, z człowieka wychodzą jedne z jego najmniej przyjemnych cech. Masowa histeria, fala samobójstw słabych, co prawda, jednostek, wrogość, przemoc, aż wreszcie żądza władzy i panowania nad małym i porządnie osłabionym miasteczkiem. Kiedy wszystko zaczyna się walić w posadach, można być pewnym, że znajdzie się pewnie jeden mądry, by ogarnąć ten chaos. Gorzej, gdy przez faceta przemawia obsesja. James Rennie jest zaślepiony możliwością władzy, jaką daje mu kopuła. Bez pytania, nie bacząc na nikogo, staje się liderem w Chester’s Mill. To daje mu, w jego ocenie, niepisane prawo by manipulować faktami, ignorować demokrację i wsadzać do więzienia każdego, kto mu się narazi bezpośrednio, ale również pośrednio. W opozycji do niego stoi Dale Barbara, były żołnierz wojny w Iraku, który w momencie pojawienia się bariery, był w trakcie opuszczania miasta. Nikt zdaje się nie rozumieć, że miasto nie jest wielkie, wszyscy gramy razem

Stephen King podszedł do swojej powieści na bogato. Ponad 900 stron, mnóstwo bohaterów i jeszcze więcej wątków. Senne i prowincjonalne miasteczka to jego wizytówka, mam takie wrażenie. I lubię ten motyw, jestem przekonana, że ich mieszkańcy mają zazwyczaj dużo za uszami, rzadko kiedy dobre pierwsze wrażenie jest w stanie przetrwać nieco dłużej. Miasteczka takie jak Chester’s Mill są interesujące, niepokojące i nieco przerażające w moich oczach. Wolę tą wielkomiejską anonimowość, dla własnego spokoju. Stephen King nigdy mnie nie zawiódł. Tak było i tym razem, bo wciąż nie mogę wyjść z wrażenia tak złożonej, kompletnej historii na tak wielu stronach. I choć zakończenie nieco kuleje przy tym fantastycznym pomyśle, to nie byłabym sobą, gdybym nie poleciła Ci, Czytelniku, jakiejkolwiek powieści Mistrza Horroru. Więc jeśli jeszcze się z nim nie spotkałeś, idź. Idź. Przeczytaj. Zakochaj się. 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz z osobna i będę uszczęśliwiona jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Cenię sobie komentarze wnoszące coś do tego, co napisałam powyżej, więc proszę, komentuj, ale wcześniej przeczytaj post. Dzięki za odwiedziny!