czwartek, 12 lutego 2015

"Dżuma" Albert Camus

Ludzie uważają się za niezniszczalnych. Myślą, że są wolni i nikt nie jest i nie będzie w stanie im tej wolności odebrać. Na wojnę czy zarazę machają ręką, bo choćby miały miejsce całkiem od nich niedaleko, nie uwierzą, że są jakkolwiek zagrożeni, że należy się bronić czy zbuntować. A bunt to pewien rodzaj człowieczeństwa. Człowiek buntuje się, czyli żyje, wykazuje wolę walki, sprzeciw wobec niesprawiedliwości, która dotknęła tą doskonałą istotę. Ludzie nie myślą o tym, co nie dotyka ich bezpośrednio. Zapatrzeni w siebie planują przyszłość i nie wiedząc nawet o tym, balansują na krawędzi życia i śmierci. Nie zauważą tego, o nie. Nikt nie zdaje się być świadomym kruchości życia ludzkiego, z tego, jak łatwo zdmuchnąć ten lichy płomień, którym się spalamy. Trwajmy nadal we własnej perfekcji, doskonali w każdym calu, niezniszczali… bezbronni. 

Wszystko zaczęło się od szczurów. Lekarz, Bernard Rieux rankiem 16 kwietnia znajduje parę z nich i obserwuje truchlejące małe ciałka gryzoni. Na dniach setki z nich zalewają ulice Oranu, wypełniają kosze na śmieci, klatki schodowe i każdą możliwą przestrzeń miejską. Końcem miesiąca ich liczba dochodzi do ośmiu tysięcy martwych ciałek. Dochodząc do momentu krytycznego, niespodziewanie znikają. Mieszkańcy Oranu mogą odetchnąć z ulgą, na niezbyt długo jednak. Po pladze szczurów nadchodzą masowe zgony. Jedenaście osób w ciągu dwóch dni, czterdzieści, sto, pięćset tygodniowo… Liczba rośnie z dnia na dzień. Dżuma, stwierdzono. Zarządzono kwarantannę, Oran odcięty został od reszty świata, zamknięto pocztę, uniemożliwiono kontakt telefoniczny, zamknięto kawiarnie, a handel ustał. Bernard Rieux rozpoczyna nierówną walkę z epidemią. 

Dżuma to kronika ludzkiego cierpienia, o którym wielu wolałoby zapomnieć. To sceny śmierci, histerii, zapadania na nieuleczalną chorobę, odkrywania wszystkim znanych objawów, które przekreślają wszelką nadzieję. Dżuma to wyrok śmierci. Główną ironią powieści jest traktowanie wolności przez Camusa. Mieszkańcy Oranu stają się więźniami w mieście, które objęte jest całkowitą kwarantanną. Nie można do niego wejść, a tym bardziej z niego wyjść. Nie ma drogi ucieczki. Czy jednak byli wolni przed samą epidemią dżumy? Ich życie było bezsprzecznie poddane przyzwyczajeniom, codzienności i rutynie. Tak naprawdę byli swoimi własnymi niewolnikami. A w takim świetle przynajmniej przedstawił ich Albert Camus. Dobitniejszym pytaniem byłoby jednak czy kiedykolwiek byli żywi? W czasie panowania dżumy setki dobrych czy złych, młodych czy starych umierało bez większego powodu. Śmierć stała się codziennością, przykrym doświadczeniem, które dotykało nie jednostkę, a masy. Czy kochali? Oddzieleni w każdy możliwy sposób od rodziny, kochanków czy przyjaciół, kochali intensywniej, bo nie byli pewni jutra. Dżuma sprawiła, że człowiek zmuszony był nie brać niczego za pewnik… i uznać własną przemijalność. 

Camus za własną filozofię uznał egzystencjalizm i humanizm. Jako ateista, nie wierzył w śmierć, cierpienie czy sens życia ludzkiego. W Dżumie pozbawił swoich bohaterów nadziei na życie po śmierci, nieśmiertelność, odarł ich z religii i nadawania swojemu życiu wyrazu, a skazał ich na pewny wyrok śmierci. Niektórym jednak dał wolę walki, bunt, który przejawiał się w pewnych jednostkach, dawał możliwość wybrania pomiędzy walką o życie a poddaniem się cierpieniu. We wczesnych dniach epidemii, mieszkańcy Oraną są obojętni. Nie obchodzi ich cierpienie drugiej osoby, są samolubni i utwierdzeni w przekonaniu, że ich cierpienie jest wyjątkowe. Większe od innych, a tym samym szlachetniejsze. Wraz jednak z rozwojem dżumy, która przejmowała powoli całe miasto i pozbawiała życia niewinnych ludzi, ci odkryli w sobie taką wolę walki, która pozwoliła im się zjednoczyć, pomagać sobie nawzajem, zbuntować się wspólnemu cierpieniu. Wspólnemu, już nie jednostkowemu. Jednakże, wciąż było to zmaganie się z nieuniknionym. 

Dżuma to kolejna powieść określana powieścią-parabolą, którą mam przyjemność czytać. Wcześniej do czynienia miałam z Procesem Kafki, który wciąż gdzieś we mnie tkwi. Dzieło Camusa rozpoczyna pewna ciekawa sentencja. „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje.” Słowa Daniela Defoe są kwintesencją Dżumy, która swój sens ma alegoryczny. Czas, w którym autor umieścił swoją akcję to lata czterdzieste. Ale wiemy tylko tyle. Podaje nam rok 194., co mówić, myślę, że powinno, że w pamięci społeczeństwa wciąż żywa jest II wojna światowa. Wojna niewiele różniła się od camusowskiej dżumy. Ludzie umierali, miasta były izolowane w pewien sposób, handel uliczny się nie kręcił, a miejskie miejsca spotkań pozamykano. Albert Camus nie raz, nie dwa daje to czytelnikowi do zrozumienia w długich filozoficznych rozważaniach, dla których sama epidemia była jedynie tłem. Doktor Rieux to człowiek, o którym zbyt wiele nie wiemy. Ma on jednak pewne podstawowe cechy, których jest w powieści Camusa ucieleśnieniem. Bernard Rieux ryzykuje własne życie i poświęca je walce z chorobą, bezinteresownie walczy ze złem, z dżumą, z którą jak dobrze wie, nie ma szans. Wszystkie postaci w powieści przyjmują pewną jasną postawę wobec dżumy. Na jaw wychodzi to, jak ważna jest w ich życiu moralność. 

Albert Camus sprezentował bezsilność, która tkwi w człowieku wobec czegoś tak potężnego jak epidemia, ale także zapał i chęć walki, którą możemy się wykazać nawet, gdy sytuacja jest gorzej niż beznadziejna. Przedstawił świat skażony złem i człowieka, który stając w jego obliczu musi wybrać. Wybór ten to pewien test. Test człowieczeństwa czy też hierarchii wartości, która jest obecna w naszym życiu. Dżuma niesie jednak pozytywne przesłanie. Bądź co bądź, jesteśmy zdolni to tego, by w obliczu katastrofy, pozostać sobą. I wybrać dobrze pomiędzy dobrem i złem, które w naszych oczach mogą się zupełnie nie różnić. 

"Nic na świecie nie jest warte, żeby człowiek odwrócił się od tego, co kocha. A jednak ja także się odwracam, sam nie wiedząc dlaczego."

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz z osobna i będę uszczęśliwiona jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Cenię sobie komentarze wnoszące coś do tego, co napisałam powyżej, więc proszę, komentuj, ale wcześniej przeczytaj post. Dzięki za odwiedziny!