Nadszedł wreszcie dla mnie ten wyczekiwany weekend, który pomimo wszystko będzie weekendem spędzonym z romantyzmem i innymi rozrywkami, które są w planach. 10 dni, kochani czytelnicy, tylko 10 dni dzieli nas od Wigilii i świąt. O ile te ostatnie dni szkoły mnie nie wykończą, to mam nadzieję, na nie tyle co świąteczną gorączkę, a wypoczynek. Nie jestem pewna czy u Was ten przedświąteczny czas się już zaczął czy jeszcze nie, ale wciąż święta wydają mi się dość odległe. Śniegu brak, temperatury bliskie zera specjalnie nie budzą u mnie tego poczucia zbliżających się świąt. Nawet mój świąteczny kubek z reniferem wydaje mi się czasem trochę nie na miejscu. Dopiero wczoraj wchodząc do galerii handlowej uderzyły mnie wszystkie lampki, świecidełka, girlandy, Mikołaje i aniołki. Stosunkowo niedawno przeszłam przemianę w maniaka wszelakich ozdóbek, więc widząc wszystkie te świąteczne dekoracje czułam się jak dziecko w lunaparku. Muszę się jednak nieco uzbroić w cierpliwość, a przynajmniej na kilka nadchodzących dni. Czasu mam zdecydowanie zbyt mało. Po raz kolejny na to narzekam, ale po raz kolejny doba nie ma zamiaru być dłuższa. No cóż...
A po świętach? Po świętach Sylwester, na którego jako takie plany może i mam, ale jeśli chodzi o mnie, to plany, które są knute na długo przed, najczęściej się nie udają. Ale nie bądźmy pesymistami, prawda?
O Grudniu w obiektywie mam nadzieję słyszeliście, pisałam o nim w poprzednim poście, ale projekt można obserwować na wielu innych blogach. Pierwsze dwa tygodnie już za nami, natomiast moje postępy możecie obejrzeć na dole :)
Miłego weekendu Wam życzę!