środa, 12 marca 2014

"Delirium" Lauren Oliver

Dawniej miłość była najważniejszą rzeczą na świecie. Ludzie poszliby na drugi koniec świata tylko po to, by odnaleźć swoją drugą połówkę i zatracić się w tym uczuciu. Kłamaliby, a nawet zabijaliby w imię choroby jaką jest miłość. Na szczęście dla cywilizacji ludzkiej, wynaleziono lekarstwo. Teraz wszystko wygląda inaczej. Naukowcy znaleźli sposób, by wyeliminować tą chorobę. Zabiegowi mogą się poddać jedynie pełnoletni, po osiemnastym roku życia. Do tego czasu nie jesteśmy bezpieczni. Po nim  życie jest jednak prostsze i bezbolesne. Bezpieczeństwo, umiar, przewidywalność i… szczęście. Cóż więcej potrzeba?

Akcja osadzona jest w Stanach Zjednoczonych, 64 lata po zaklasyfikowaniu miłości jako choroby znanej pod nazwą amor deliria nervosa. Następnie wynaleziono lekarstwo. Osoby przekraczające osiemnasty rok życia poddawane są zabiegowi, który czyni ich niezdolnymi do kochania. Poddawane są także testowi ewaluacyjnemu, którego wyniki wskazują na przyszłe stanowisko pracy i parują z osobą, z którą potencjalnie najlepiej zawrzeć związek małżeński. Ludzie stają się bezduszni, pozbawieni uczuć i zaczynają żyć niczym maszyny postępując według Księgi szczęścia, zdrowia i zadowolenia. Jest do życie, które chce wieść główna bohaterka Lena. Życie, którego niecierpliwie wyczekuje. Kilka dni przed zaiegiem mają miejsce sytuacje oraz pojawiają się osoby, które poddają wątpliwości jej dotychczasowe przekonania.

Delirium jest dystopijną powieścią niejednokrotnie porównywaną do Igrzysk śmierci. Czy słusznie? Tego wciąż nie jestem pewna, ale śmiało mogę powiedzieć, że pierwszemu tomowi tej serii dużo brakuje, by być równanym z historią Katniss Everdeen. W pewnym stopniu oczywiście są to podobne światy. Lauren Oliver porusza temat pewnego rodzaju zniewolenia i świata, który zmienia się w horror po zbyt wielkiej ingerencji człowieka, szczególnie tych, którzy sprawują władzę. W końcu sam człowiek może stać się największym potworem. Autorka nie bała się śmiałych scen, które ukazywały tych, którzy powinni nas chronić w jak najgorszym świetle i to bardzo mi się spodobało. Ukazywały jeszcze dobitniej antyutopijne społeczeństwo.

Główna bohaterka, Lena, nie sprawiła jednak, że polubiłam ją do końca. Z początku irytowała mnie swoją przykładnością w porównaniu ze swoją przyjaciółką Haną, która była bardziej pewna siebie i buntownicza. Ją polubiłam bardziej, już od samego początku stawiała wiele pytań co do systemu, który został nałożony na całe społeczeństwo. Z Leną wciąż się nie dotarłam, aczkolwiek była ciekawym przykładem jednostki, która bez wątpliwości i oporu bierze głoszone zasady za pewnik i automatycznie się nim poddaje. Społeczeństwo, w którym żyje uśpiło w niej siłę i ciekawość świata.

Delirium jest dystopijnym romansem, który bądź co bądź czytało mi się dość szybko i bez jakichkolwiek przeszkód. Ale co do zakończenia – było ono nieco… przewidywalne? Tak, ale nie odstrasza mnie od przeczytania kolejnych tomów, ot, z czystej ciekawości. Całość czasem zdawała mi się nieco naiwna, nieco do przewidzenia, nieco niesatysfakcjonująca w pełni. Sama idea świata bez miłości, z nałożoną cenzurą i kontrolą przez rząd spodobała mi się na tyle, żeby chcieć kontynuować serię. Kupiła mnie ona całkowicie, bo jeśli coś jest zakazane, to smakuje właśnie najlepiej.

Ocena: 6/10 

"Jedną z najdziwniejszych rzeczy w życiu jest to, że będzie ono parło do przodu, ślepe i nieświadome, nawet gdy nasz prywatny świat - nasza mała wykrojona przestrzeń - jest niszczona przez kataklizmy, a nawet się rozpada. (...) A słońce nadal wschodzi, chmury płyną na niebie, ludzie chodzą na zakupy, woda szumi w rurach, żaluzje w oknach wędrują w górę i w dół. To właśnie wtedy uświadamiasz sobie, że w tym wszystkim - w życiu, w tym nieubłaganym mechanizmie istnienia - nie chodzi wcale o ciebie. Ono wcale się z tobą nie liczy. Życie będzie się toczyło dalej, nawet kiedy przejdziesz na drugą stronę. Nawet po twojej śmierci."