czwartek, 30 października 2014

"Proces" Franz Kafka



„Ludzie z pierwszych stron gazet, obce twarze wirują przed Tobą. Nikt się na nich nie patrzy, i oni nie widzą nikogo. (…) Pozostałych osądził sąd, którego tak naprawdę nie było. (…) Sto noży wbili mu w plecy, on podał ręce mordercy. Czymś musiał narazić się innym, czy tylko tym, że był niewinnym? (…) Kim jest Józef K.?”* Nie pierwsza zastanawiam się kim on jest. Józef K. to chyba każdy z nas, każda jednostka walcząca o swoje prawa, każda jednostka, która sprzeciwia się władzy. Józef K. to ktoś, kto się nie poddaje i choć wszystko się wali, wciąż szuka odpowiedzi, ratunku. Kafka w swojej absurdalnej powieści poniewiera nie tylko głównym bohaterem, ale także czytelnikiem.

Pewnego dnia Józef K. zostaje aresztowany. Jest oskarżony, choć nie wie i nie może dowiedzieć się o co. Nie przypomina sobie, żeby zrobił coś wbrew prawu i szczerze wierzy, że jest niewinny. Od tego momentu grozi mu proces, który pomimo wszystko nie przeszkadza mu w codziennym funkcjonowaniu. K. nie jest zamknięty w celi, nie wypełnia dokumentów, nie wydzwania gorączkowo do adwokata, może spokojnie wrócić do pracy w banku, nikt go przecież nie zatrzyma. Mężczyzna powinien jednak w każdej chwili być gotów stanąć przed sądem. Życie Józefa K. przeradza się w ciąg paradoksalnych zdarzeń, które zmieniają go nie do poznania. 

Proces jedna z takich książek, których do końca nie zrozumiesz, choćbyś czytał ją wciąż i wciąż od deski do deski. Historia Józefa K. to obraz wyobraźni, chorej nawet wyobraźni, Kafki, który przeraża nas i dziś. Wędrówka od okienka do okienka, od drzwi do drzwi, gdzie nikt nie potrafi pomóc oskarżonemu Józefowi, pomiatany, poniżony i przegrany. Irracjonalność położenia mężczyzny jest widoczna już od pierwszych stron Procesu, gdzie następuje aresztowanie, któremu do tego realnego tak daleko, że mogłoby wzbudzać śmiech w sprzecznie poważnej sytuacji. Biurokratyczny świat urzędników i kancelarii wydaje się chcieć zniszczyć tego człowieka, choć na pierwszy rzut oka jest on mu obojętny. W powieści Kafki wszystko jest niespodziewane, groteskowe i sprzeczne. Absurd goni absurd robiąc z czytelnika drugiego Józefa K. 

Z Procesem pierwszy raz do czynienia miałam niestety na lekcji polskiego. Z jednej strony to dobrze, z drugiej jednak źle. Najgorsze co można zrobić naprawdę dobrej książce, to umieszczenie jej w kanonie lektur. Dziś się to po prostu nie sprawdza. Powieści opatrzone etykietą lektura natychmiastowo odrzucają i przyprawiają o ból głowy. W nowej podstawie programowej Proces jest co prawda lekturą dodatkową, przez co rozumiemy to, że oglądamy na lekcji jej ekranizację. I tu błysk nadziei, bo ten pokręcony film z Kylem MacLachanem w roli głównej zawrócił mi w głowie i zmusił do szybkiego sięgnięcia po książkę. Nie z każdym tak jest, ale mam nadzieję, że nie jestem jednym przypadkiem na sto i cieszę się, że obejrzałam Proces przed przeczytaniem, bo inaczej nie wiem kiedy zapoznałabym się z tą książką. A straciłabym naprawdę wiele. 

Kim jest więc Józef K. i dlaczego znamy jedynie pierwszą literę jego nazwiska? Interpretacji jest i było wiele. Kimże jestem, żeby moja zmieniła cokolwiek? O Procesie powiedziano już dużo, a ja jestem tu po to, żeby ta niesamowita powieść mogła jeszcze dotrzeć do tych, którzy o niej nie słyszeli lub przerazili się widząc ją w spisie lektur. Józef K. to ktoś z kim możemy się identyfikować, ktoś nieokreślony. Ktoś kogo historia jest przygnębiająca, ale zarazem pouczająca. To opowieść także o samotności, K. nie ma żadnych bliskich oprócz epizodycznie pojawiającego się wujka, który również nie okazuje mu czułości, której można by oczekiwać. Wokół mężczyzny kręci się także parę kobiet, które starają się zwrócić jego uwagę, ten jednak jest obojętny na ich wdzięki, a jego myśli pochłania tylko i wyłącznie proces.

Świat tu przedstawiony jest przerażająco chaotyczny, choć sam usilnie chce sprawiać wrażenie poukładanego. Polakom z pewnością może przywodzić na myśl PRL, który wcale nie tak dawno temu zręcznie manipulował ludźmi i komplikował nieskomplikowane sprawy. Rzeczywistość Józefa K. jest bezsensowna, a jemu samemu z czasem zaczyna się wydawać, że wszyscy spiskują przeciwko niemu. K. zaczyna wierzyć w swoją winę i powoli doprowadza się do szaleństwa, które rodzi coraz to mniej logiczne argumenty. Społeczeństwo napędza wielką machinę biurokracji, która niszczy nas jeden po drugim

Proces może być dramatem psychologicznym, raportem, obrazem emocji samego autora. Dla mnie jest jedną z najdziwniejszych książek, które do tej pory czytałam. Wciąż zastanawiam się jak sam Kafka myślał o tej historii. Bądź co bądź, wcale nie zamierzał jej wydawać. Polecił swojemu przyjacielowi, Bruno Schulzowi, by ten spalił pozostawione po śmierci Kafki szkice. Literatura byłaby dziś uboższa o to dzieło, gdyby Schulz rzeczywiście to zrobił. Patrząc na to pod tym kątem, cieszę się, że ten Proces przetłumaczył, zilustrował i posłał w świat. Proces to koszmar. Koszmar, z którego wciąż nie mogę się wybudzić.

"Pan chce widzieć sens, a dopuszcza się największego bezsensu. To doprawdy może przyprawić o rozpacz."

* Fragmenty piosenki Józef K. - Pidżama Porno